czwartek, 17 lutego 2011

Spadający LOP na kontraktach na WIG20 i potencjalny RGR

W ciągu ostatniego miesiąca kontrakty na WIG20 spadły z ponad 2800 pkt do 2655. Jednocześnie w ciągu ostatnich dwóch tygodni wyraźnie spadła liczba otwartych pozycji na najbliższej serii kontraktów wygasających w marcu. Widać to na załączonym niżej obrazku. 


Mamy zatem spadające ceny i zmniejszającą się liczbę otwartych pozycji. W takiej sytuacji nie możemy mówić o silnym trendzie, natomiast może ona oznaczać zmianę trendu krótkoterminowego. Dobrze spektrum możliwych interpretacji LOP przedstawia poniższa tabelka pożyczona z blogu investor.blox.pl ze wpisu pod tytułem ABC kontraktów - LOP, który polecam.

Cena
LOP
Interpretacja
Rośnie 

Rośnie
Wzrost cen generowany otwieranymi nowymi L; silny trend
Spada
Rośnie
Spadek cen generowany otwieranymi nowymi S; silny trend
Rośnie
Spada
Wzrost cen generowany zamykanymi stratnymi S, posiadacze L realizują zyski zamykając pozycje; możliwa zmiana krótkoterminowego trendu
Spada  

Spada
Spadek cen generowany zamykanymi stratnymi L, posiadacze S realizują zyski zamykając pozycje; możliwa zmiana  krótkoterminowego trendu
Źródło: investor.blox.pl link 

Jednocześnie na wykresie kontraktów na WIG20 zarysowała się potencjalna formacja głowy i ramion. Gdybyśmy się okazało, że zrealizuje się podręcznikowy zasięg spadków typowy dla tej formacji (tyle samo ile odległość czubka głowy od linii ramion), to moglibyśmy niedługo zobaczyć poziom około 2500 punktów. 


czwartek, 10 lutego 2011

Ben Bernanke vs Paul Ryan



Dla anglojęzycznych: ciekawa wymiana zdań między szefem FED-u (amerykański bank centralny) i kongresmanem Ryan'em na temat wpływu "poluzowania ilościowego", czyli drukowania pieniędzy przez FED na inflację. Ryan pyta czy rosnące ceny towarów mają coś wspólnego z polityką FED-u. Bernanke odpowiada, że inflacja w USA jest wciąż niska i nic nie zapowiada znaczącego wzrostu. Komu wierzycie?

środa, 9 lutego 2011

Uniwersalna ładowarka, czyli kolejny sukces eurosocjalizmu

Po wprowadzeniu zakazu sprzedaży tanich i wygodnych tradycyjnych żarówek, europejski Wielki Brat zarządził kolejną rewolucyjną innowację, która z pewnością uczyni nasze codzienne życie wygodniejszym, bardziej przyjaznym środowisku i po prostu uczciwszym. Już wkrótce kupując telefon komórkowy nie otrzymamy do niego ładowarki. Hurra! Będziemy za to mogli kupić ładowarkę uniwersalną ze złączem mikro-USB i przez pewien czas pewnie odpowiednimi nakładkami.

Historia tego pomysłu jest w swej prostocie wzruszająca. Parę lat temu kilku eurobiurokratów z Komisji Europejskiej zadumało się głeboko nad wielorakimi konsekwencjami tego, że w 27 państwach członkowskich jest już używanych około 500 milionów telefonów komórkowych. Z właściwą sobie bystrością szybko dostrzegli, że na rynku istnieje też ponad 30 modeli różych ładowarek. Zauważyli też, że czasem każdemu zdarza się zapomnieć ładowarki a kiedy próbujemy pożyczyć od kolegi lub koleżanki to okazuje się, że nie pasuje. Poza tym szybko zrozumieli, że ilość ładowarek jest cholernie szkodliwa dla naszego środowiska naturalnego, a to z tej prostej przyczyny, że produkuje się ich zdecydowanie za dużo. Co za dużo to niezdrowo. Oczywista oczywistość.

Ta niepokojąca sytuacja nie mogła pozostawić europejskich urzędników obojętnymi. Dlatego w marcu 2009 roku: "Komisja Europejska postawiła producentom telefonów komórkowych ultimatum, oferując im możliwość dobrowolnego przyjęcia wspólnych standardów w zakresie ładowarek lub poddania się obowiązkowym przepisom UE." To jest cytat ze strony UE zachwalającej inicjatywę. Proszę zauważyć w jak specyficznym znaczeniu użyte jest słowo "dobrowolnie". W efekcie ultimatum 14 wielkich producentów komórek podpisało "dobrowolnie" porozumienie i niedługo będziemy spożywać jego owoce.

Nie chce mi się nawet wchodzić w rozważanie potencjalnych negatywnych implikacji tego pomysłu. Pewnie też nie wszystkie dadzą się w tej chwili przewidzieć, bo taka już jest natura centralnego planowania, że jego niedostatki wychodzą w praktyce. Podejrzewam, że niektórzy najwięksi producenci oszczędzą a my zapłacimy tyle samo. Sygnatariusze porozumienia mają oczywiście lepszą sytuację niż mniejsi producenci komórek, więc ładowarka ograniczy konkurencję. Z pewnością też spowolni prace nad wydajnością ładowarek, bo producenci po prostu nie będą mieli interesu inwestować w tym kierunku. Po paru latach prawdopodobnie zaczniemy sprowadzać ładowarki z USA lub z Chin.

Natomiast tym, którzy uważają, że wprowadzona przymusem uniwersalna ładowarka jest dobrym pomysłem, proponuję, żeby iść za ciosem i wprowadzić jak najszybiciej jeden typ baterii do wszystkich telefonów, jeden typ baterii do wszystkich laptopów, wspólny standard złączy, wyświetlaczy LCD i dalsze obowiązkowo wysokie i przyjazne środowisku wspólne europejskie standardy. Bo dlaczego nie? Przy okazji może wykończymy chińskich producentów. A bardziej serio to myślę, że choć uniwersalna ładowarka to pozornie mała rzecz, podobnie jak żarówki, to jednak wyraźnie wpisuje się w konsekwentą i bardzo niebezpieczną politykę ograniczania  konkurencji, wolności wyboru i rozszerzania zakresu ręcznego sterowania gospodarką europejską z Brukseli.

Niżej wkleiłem film promocyjny opublikowany na stronie internetowej unijnej inicjatywy. Film pozostawił na mnie zdecydowanie niemiłe wrażenie. Nie do końca też wiem jak odbierać jego przesłanie: "Życie jest proste gdy jedno rozwiązanie zaspakaja wszystkich". Dla mnie ma to wydźwięk zdecydownie sarkastyczny. Tym bardziej, że wschodnia część UE przerabiała przecież tę filozofię po wojnie przez kilkadziesiąt lat. No, ale może niewystarczająco jestem otwarty na postmodernistyczne, autoironiczne czy też eurosocjalistyczne sposoby arystycznego obrazowania...

wtorek, 8 lutego 2011

Kupiłem pszenicę, bawełnę, kukurydzę, kawę i aluminium

Ogółem moje zaangażowanie w te towary wynosi 10% wartości portfela. Nie traktuję tych inwestycji spekulacyjnie, ale raczej jako długoterminowe zabezpieczenie przed scenariuszem wysokiej inflacji. Trochę podobnie do inwestycji w złoto i srebro. Te ostatnie też składają się na około 10% wartości portfela. Zasadnicza różnica polega na tym, że złoto i srebro trzymam w postaci fizycznej, a tytułowe towary kupiłem za pomocą ETF-ów. 

Niestety na GPW te konkretne ETF-y (oferowane przez ETF Securities) nie są dostępne, a ja kupiłem je na giełdzie zagranicznej.  Dostęp do rynków zagranicznych i ETF oferuje u nas choćby Saxo Bank. Niektóre z tych towarów są jednak dostępne również w Warszawie przez certyfikaty strukturyzowane Raiffeisen'a. Na przykład jeden z tych certyfikatów (RCWHTOPEN) odzwierciedla notowania pszenicy (wykres). Lista wszystkich certyfikatów jest dostępna tutaj.

Oczywiście lepiej byłoby zainwestować w te towary rok temu, ale myślę, że na zasadzie zabezpieczenia przeciw inflacji są one wciąż atrakcyjne. Niżej zamieszczam wykresy tych ETF-ów w euro z ostatnich lat.  

 PSZENICA
 BAWEŁNA
KUKURYDZA
 KAWA
ALUMINIUM

poniedziałek, 7 lutego 2011

USD/PLN - kluczowe wsparcie na poziomie 2,8000

Jeśli wykres dolara do złotego przebije okolice wsparcia na poziomie 2,8000 to prawdopodobnie zdecydowanie zmniejszę udział zielonych w portfelu.

sobota, 5 lutego 2011

Hiperinflacja ante portas?


W zeszłym miesiącu znany amerykański inwestor giełdowy Victor Sperandeo opublikował ciekawy tekst w Barrron's. Streszczę pokrótce jego tezy, bo na polskim podwórku rzadko można podobne rzeczy przeczytać.  Sperandeo podkreśla na wstępie oczywistą oczywistość, że hiperinflacja jest zawsze efektem działań rządów i banków centralnych, które w momencie gdy nie są w stanie finansować długu uciekają się do drukowania pieniądza. Od 1920 roku było 29 przypadków hiperinflacji na świecie (definiowanej jako inflacja powyżej 50% w ciągu miesiaca), a ostatnio w Zimbabwe w 2007. 

Następnie autor koncentruje się na sytuacji w USA i zauważa, że historycznie rząd tracił zaufanie inwestorów wtedy gdy przez dłuższy czas ponad 40% wydatków budżetowych było finansowane przez zadłużenie. Ten poziom zadłużenia został już przekroczony w USA w 2009 i 2010 roku. Pytanie brzmi, jak długo ta sytuacja może trwać? Biuro Budżetowe Kongresu prognozuje, że w latach 2012-2014 poziom zadłużania spadnie dzięki wzrostowi gospodarczemu, który ma wynieść 4,4% PKB. Jednak Sperandeo zauważa, że taki wzrost jest bardzo mało realny, bo ostatnio wystąpił w latach 1997-2000, kiedy gospodarka była bardzo silna. Jeśli wzrost PKB będzie niższy to istnieje niebezpieczeństwo, że rząd będzie finansował aż 50% wydatków poprzez dalsze zadłużenie. W takim wypadku cierpliwość inwestorów może się skończyć zaskakująco szybko. A gdyby inwestorzy  kiedyś stracili zaufanie do obligacji amerykańskich, to zapewniam, że nie wybraliby obligacji polskich.

Wszystko to wiąże się z rynkiem metali szlachetnych i pytaniem jak należy interpretować znaczący wzrost ceny złota w ostatnich latach (od 250 do 1350$ za uncję). Do jakiego stopnia jest on przejawem braku zaufania inwestorów do rządów i drukowanych przez nie papierowych walut i jak trwały okaże się ten brak zaufania? Przy okazji wzrotu cen metali szlachetnych pojawiły się takie ciekawe zjawiska jak publicznie dostępne bankomaty w których można kupić złoto (niżej zdjęcia takiego bankomatu z lotniska we Włoszech) Do niedawna traktowałem je jako ciekawostkę, zjawisko marketingowe i raczej tymczasowe. Dlatego zdziwiłem się dziś bardzo przeczytawszy w Gazecie Wyborczej, że wśród dziesięciu największych polskich sklepów internetowych znalazł się sklep sprzedający złoto i srebro. Żyjemy w ciekawych i dynamicznych czasach, więc na wszelki wypadek warto przypomnieć sobie gdzie trzymamy łańcuszki z komunii;)